Barwy dźwięków
nadają magicznej mocy słowom - symbolom
Czy wiesz jakie znaczenie słowo - dźwięk miało od
zarania ludzkości, a jakie ma obecnie?
Istniało ono już w zamierzchłej prehistorii, kiedy neandertalczyk i
człowiek z Cro-Magnon chrząkaniem rzucali sobie nawzajem wyzwanie.
Doszukiwanie się podstaw tajemnej mocy słowa
w epoce, w której słowa jeszcze nie istniały zakrawać może
na sprzeczność. Okazuje się jednak, że nie. Jak stwierdzili
lingwiści i antropologowie, psycholodzy - badacze mózgu i
biofizycy, podstawowa - struktura ludzkiego języka jest do
pewnego stopnia z góry zaprogramowana przez budowę naszego
mózgu. We wszystkich językach świata można znaleźć podobne
struktury i elementarne wyrażanie najważniejszych -
najczęściej pierwszych słów jakie wypowiada człowiek, a
dotyczących przykładowo: "tata" -
http://pl.wiktionary.org/wiki/tata
"mama" -
http://www.mothersdaycelebration.com/mother-in-different-languages.html
Fot. R. Zarzycka
Zatem istnieją cechy wspólne między wszelkimi
językami czy narzeczami. Małe dzieci, zanim przyswoją sobie
język rodziców, posługują się prawdziwie uniwersalnym,
wspólnym całej ludzkości- językiem pierwotnym. Już w
przedszkolu zanika zdolność wyrażania się w „języku
pierwotnym".
Mimo to, spuścizna naszej najwcześniejszej historii wciąż tkwi
w nas głęboko. Wyjaśnia to, dlaczego pewne impulsy (barwy,
obrazy, dźwięki itd.) wyzwalają takie same reakcje u wybitnego
menedżera jak i u australijskiego Aborygena czy rdzennego
Afrykanina. Psychologia mówi o bodźcach neutralnych
kulturalnie, spotyka się je w testach typu culture fair.
Znany specjalista od spraw jazzu i autor bestsellerów
Joachim-Ernst Berendt stosuje pojęcie „Tao słuchu". W
swoich audycjach Nadha-Brahma, należących do najbardziej
popularnych pozycji kulturalnego programu radia Südwestfunk,
podkreślał on spirytualne i kreatywne znaczenie słuchu z
zachodniego i wschodniego punktu widzenia.
Muzyka, jaką zna człowiek Zachodu, jest zbudowana na
podstawie jednego dźwięku wzorcowego, tak zwanego kamertonu.
Według tego dźwięku stroi się np. każdy fortepian. Oparta jest
na klasycznej triadzie muzycznej, na półtonach oraz
najczęściej na skali durowej lub molowej. Wschodnia muzyka często opiera się na pentatonice (5
dźwięków - przykładowo czarne klawisze na fortepianie) lub
opiera się na prostym następstwie dźwięków wznoszących się lub
opadających ćwierćtonami. Taka muzyka mantr absolutnie nie
wpada nam w ucho.
Znany jest nam do dzisiaj mongolski śpiew gardłowy
zwany chöömij. Czy wiesz, że Mongołowie mają też
specjalne piosenki, które śpiewają zwierzętom domowym, np.
kiedy te chorują i nie chcą opiekować się nowo wydanym na
świat potomstwem?
Do dziś wykonuje się też prastare mongolskie pieśni,
zwane urt duu (długa pieśń). Magiczne słowa ubrane w
dźwięki oddają bezmiar otaczającego świata, opowiadają o życiu
nomadów, miłości, zwierzętach, krajobrazie. Podobne podłoże
wydaje się mieć pieśń Eskimosów - to jakby naśladowanie
odgłosów zwierząt arktycznych - szokujące dla naszego
"zachodniego" ucha:
Cóż - kultura różnych narodów bywa dla nas dość zaskakująca
podobnie jak sam dźwięk. Dźwięk może przybierać wiele
postaci, może mieć też potężną moc. Ocenia się,
że zdrowy człowiek rejestruje dźwięki o częstotliwości od 20
Hz do 20 kHz (1Hz to 1 drganie na sekundę).
Infradźwięki (dźwięki o niskiej częstotliwości, poniżej
granicy słyszalności 20 Hz) mogą doprowadzić ludzi do
szaleństwa.
Nawet nasz skromny zakres słyszalności w okolicach 10 000
herców (Hz) wystarcza, by zalał nas potop dźwięków, których
nikt nie jest w stanie przetworzyć i nazywamy to chaosem
męczącym naszą psychikę. ..
(Ma facet talent, a te chórki w wykonaniu
babeczki to już w ogóle poezja. Natalia Kukulska może się
schować)
Cóż - kultura różnych narodów bywa dla nas dość
zaskakująca podobnie jak sam dźwięk.
Dźwięk może przybierać wiele
postaci, może mieć też potężną moc. Ocenia
się, że zdrowy człowiek rejestruje dźwięki o
częstotliwości od 20 Hz do 20 kHz (1Hz to 1 drganie na
sekundę).
Infradźwięki (dźwięki o niskiej
częstotliwości, poniżej granicy słyszalności 20 Hz) mogą
doprowadzić ludzi do szaleństwa.
Nawet nasz skromny zakres słyszalności w okolicach 10 000
herców (Hz) wystarcza, by zalał nas potop dźwięków,
których nikt nie jest w stanie przetworzyć i nazywamy to
chaosem męczącym naszą psychikę.
Ultradźwięki są w stanie spowodować
wielkie zniszczenia (drgania, dla których częstości są
większe od 20 kHz) - być może zdarzało się to już w
prehistorycznych czasach, wystarczy wspomnieć "trąby
jerychońskie".
Ludzie ukierunkowani na wrażenia słuchowe
odkryją tu być może swoją drogę. W związku z tym warto zwrócić
uwagę na to, iż przy stosowaniu słów i dźwięków, istotną
sprawą jest właściwa intonacja - siła. Głos powinien przy
wydawaniu dźwięku drgać z naturalną mocą dla naszych emocji i
stanu ducha - powinien nieść odpowiedni „ładunek energii" co
do naszych intencji, które
wyrażamy słowem wraz z jego brzmieniem. W innym przypadku
sprzeczności i nieszczere intencje, przez sprawnego słuchacza
mogą zostać szybko wychwycone i zidentyfikowane. Również
tempo i rytm wypowiadanych dźwięcznie słów jest kluczem do
określonych stanów emocjonalnych. Rytm może być spokojny lub szybki (nerwowy), regularny
lub nieregularny. W mowie jak i w muzyce - taka nieregularność
np. synkopowanie albo łamanie rytmu (akcentowanie nuty albo
akordu normalnie nie akcentowanego) stanowi silny impuls
wyzwalający specyficzne stany ducha.
Nasza podświadomość reaguje często bardzo silnie na dźwięki
lub ich sekwencje, które dla naszej świadomości stają się
skrajnie nieznośne i np. zniechęcają nas do rozmówcy lub
"odstraszają" od nas "nieproszonych gości". Zatem te same
symbole w postaci słów-kluczy ubrane w zdania, możemy wyrażać
na wiele sposobów zmieniając ich tempo (np. szybciej,
wolniej), dynamikę (np. ton cichy, naturalny lub bardzo
głośny), nadając rym regularny bądź nieregularny oraz
wysokość tonacji (wysokie dźwięki, średnie i niskie,
bezdźwięczny - szelest, szept). Dzięki temu to samo zdanie
w każdym z wielu wariantów może nabierać zupełnie innego
znaczenia.
Do tematu "Sekrety naszych rozmów: SŁOWA-KLUCZE", dodajemy
teraz dodatkowe informacje związane z cechami dźwięków
wypowiadanych słów. Może to mieć poważny wpływ na zmianę
interpretacji wypowiadanych tekstów. Słowa mogą zmieniać
znaczenie i swoje intencje zgodnie ze zmianą zastosowanych
podstawowych cech dźwięku i z uwzględnieniem różnic między
nimi.
Dzięki analizie brzmienia wypowiadanych słów możemy uzyskać
wiele dodatkowych informacji o obecnym stanie emocjonalnym
naszego rozmówcy lub o tym, co tak faktycznie on myśli i co
być może ukrywa przed nami np. nasze dziecko, przyjaciółka lub
inny znajomy.
Wiemy już, że nasze myśli możemy wyrażać za
pomocą słów i barwy ich brzmienia. Nazywamy nimi nasze
uczucia, a ludziom i przedmiotom, które są nam drogie,
nadajemy imiona. Według Biblii, Adam nazwał wszystkie
przedmioty w Raju, obejmując w ten sposób władzę nad nimi. I
tu dochodzimy do ciekawego ćwiczenia, w którym za zadanie
mamy użycie naszego osobistego imienia i nazwiska tak, abyśmy
się komuś przedstawiali. Okazuje się często, iż sprawa nie
jest taka prosta.
Wiele osób na takich warsztatach boi się głośno i wyraźnie,
głosem pewnym siebie powiedzieć jak się nazywa. Może komuś
wydaje się to śmieszne, ale takie są fakty. Okazuje się, iż z
reguły większość z nas boi się wystąpień publicznych i nie
może z siebie wydusić nawet prostych słów: imienia i nazwiska.
Cichy ton wypowiedzi - "pod nosem", niewyraźnie
wymawiane słowa własnego imienia i nazwiska przedstawiły nam
niektóre osoby tak, jakby się wstydziły - jak osoby
przestraszone bez życiowej energii. Wprawny słuchacz już wie,
że bez wiary w samego siebie i w możliwości rozwoju
wewnętrznego, taka osoba do odnoszenia sukcesów nie tylko w
biznesie ale i w życiu, potrzebuje ogromnej pracy nad własną
osobowością i gruntownych zmian swojej postawy, poprzez wiele
ćwiczeń. Jak ma odnieść sukces, jeśli boi się powiedzieć
publicznie jak ma imię?
Zalecanym ćwiczeniem jest wzmocnienie słowa poprzez nadanie mu
„wibracji bezpośredniej" tak aby poczuć wewnątrz siebie
wymawiane słowo. Jeśli sprawia nam to trudność - warto
spróbować z techniką "mormorando" stosowaną na jednym
stałym dźwięku (śpiew z zamkniętymi ustami, bez tekstu, na
głosce "m"). Dalej warto spróbować skłonić kluczowe słowo siły
czyli swoje osobiste imię - by z powrotem wpłynęło w nasz
organizm i stanowiło z nim jedność. Wydaje się to trudniejsze,
niż jest w istocie.
Na prowadzonych przez nas warsztatach, były też osoby, które
odważnie lecz w nienaturalny sposób akcentowały pierwszą a nie
drugą sylabę swojego imienia np. Irena. Interpretowaliśmy to
jak złość na samą siebie i świat za to, że coś w życiu nie
wyszło - to taka forma "zaciskania pięści i zębów" odczuwalna
w intonacji wypowiadanych słów.
W historii przedstawiania się, pewien angielski poeta Alfred
Tennyson (1809 - 1892) zasłynął z tego, iż wypowiadając swoje
osobiste imię głośno i z natężeniem, zapadał w stan
przypominający rodzaj transu. Znany był z tego, iż w stanie
tym przeżywał wyższe aspekty samego siebie. To nadzwyczajne
doświadczenie wyraził w wierszu The Ancien! Sage.
Zdaniem Joachim-Ernst Berendt'a, człowiek zachodu musi się
stać „człowiekiem słyszącym" samego siebie i innych ludzi.
Słyszącym po to, aby przezwyciężyć kryzys duchowy i
materialny, w którym się znalazł nasz sterowany z zewnątrz
świat. Organizując liczne odczyty, warsztaty i seminaria w
Europie i USA Joachim-Ernst Berendt głosi filozofię „słyszę
- więc jestem" i proponował praktykę audytywnego (techniki
przekazu dające się odbierać za pomocą słuchu) wejrzenia w
głąb siebie. Według niego słyszenie jest równoznaczne z
uduchowieniem. Ta droga jest pociągająca dla wielu ludzi i
ma różne odgałęzienia. Niewątpliwie „dźwięk i muzyka są
drogowskazem do usłyszenia własnego głosu wewnętrznego -
jak sądził Joachim-Ernst Berendt - nie można też lekceważyć
mocy samego słowa, którą należy rozumieć w sensie
ezoterycznomagicznym".